
Czasami są takie chwile, o których wiesz, że je zapamiętasz i w stosownym mrocznym czasie będziesz się mogła do nich odwołać w poszukiwaniu pocieszenia. Jesteś, obserwujesz, a jednocześnie zapisujesz wszystko na swoim dysku, żeby zapamiętać każdy kadr. Rzeczy dzieją się jakby w zwolnionym tempie – to wspaniałe uczucie wobec wykładniczego przyspieszenia mijającego czasu po czterdziestce.
Tak zapamiętam minioną niedzielę w rodzinnym domu. Było nas mnóstwo, pół dnia spędziliśmy w altanie w pełnym słońcu. Szwagrowie czyszczący w środku samochody, korzystający z możliwości podłączenia odkurzacza tak, żeby starczyło kabla. Siedziałyśmy z mamą, popijałyśmy kawę i podgryzałyśmy ciasto, przyniesione z dziewięćdziesiątych urodzin dziadka szwagra. Oglądaliśmy sobie stare zdjecia rodzinne i rozpracowywaliśmy szczegóły. Brat cioteczny przyszedł z kolejnymi trzema albumami – to raj dla naszej ostatniej zajawki na drzewo genealogiczne, który rozpoczęła Ewa przy okazji niedawnego pogrzebu cioci – ostatniej łączniczki z tamtym światem, urodzonej w 1944 roku w ZSRR. To była ostatnia osoba, której można było jeszcze o coś zapytać, dowiedzieć się jakiegoś szczegółu ze zdjęcia. Teraz musimy już same dokładnie się przyglądać, tworzyć hipotezy, poszukiwać faktów. Brat dostarczył jeszcze kilka teczek dokumentów, które jego dziadek i matka skrzętnie przechowywali – materiał, który (baliśmy się) spowoduje u Ewy jakieś duże emocjonalne reakcje. Że – pardon le mot – ocipieje z nadmiaru. Dwuletni Stasio biegał po podwórku, Poppy hasała razem z nim.
Patrzyłam na to i serce mi miękło – dawno się tak nie wzruszyłam rodzinnym spotkaniem.
I nawet nie było za głośno, jak to czasem bywa w naszej masie. Wszystko było idealne w tym dniu.
Mamy nowe tropy – na przykład niespodziewane odnalezienie dzięki pracy Ewy grobu prababci pod Zieloną Górą. Na pewno go odwiedzimy.
Wrażenie jeszcze całkiem mnie nie opuściło, bo pogoda jest cały czas tak samo piękna.
Wobec tej pogody liczymy na Waszą frekwencję. A oto, czym Was dziś kusimy:
- krem z soczewicy i marchewki
- PIĘĆ PORCJI kremu z dyni z mleczkiem kokosowym
- curry z kurczaka i pieczonego bakłażana, z masłem orzechowym (sama robiłam!), ryżem basmati i kolendrą
- OKOŁO DWUDZIESTU PORCJI quesedillas
- tarta z boczniakami, mozzarellą fior di latte, pestkami słonecznika i oliwą truflową.
