Nowy Bufet

NOWY BUFET
UL. MOGILSKA 15A
TELEFON 12 346 17 49
PN–PT 10.00–16.00

31 stycznia 2018

  Przez jakieś dwa lata w kategorii „do obiadu” oglądaliśmy kilkunasto- , kilkudziesięciominutowe wrzuty Tomasza Kopyry o polskich kraftach. Odkąd przystopowaliśmy trochę z polskimi piwami rzemieślniczymi, a autor vloga zaczął nagrywać filmy o swoich bolączkach (które są dla nas mało ciekawe, bo najbardziej nas interesuje co vloger myśli o piwie, nie zaś o Święcie Niepodległości), zaczęliśmy poszukiwać innej formuły do przysłowiowego kotleta. W sukurs przyszedł nam amerykański komik Jerry Steinfeld, który jest gospodarzem krótkich filmików „Comedians in cars getting coffee”. W każdym, kilkunastominutowym odcinku, Seinfeld spotyka się z jakimś popularnym komikiem i razem jadą na kawę do okolicznej kawiarni. Do bohatera każdego odcinka dobierany jest inny samochód, przeważnie zabytkowy, i o tym samochodzie słyszymy na początku kilka zdań – co to za model, z którego roku, ile egzemplarzy wyprodukowano, jaką ma moc itp. Jerry podjeżdża pod dom gościa i ucinają sobie pogawędkę już podczas przejażdżki na kawę. Bardzo przyjemnie się to ogląda, a niektóre odcinki są wręcz wybitne. Na moim absolutnym topie są te, gdzie występuje Jim Carrey (jestem zdania, że ten facet to jakiś odlot, z przebłyskami geniuszu – mało kto za nim nadąża), Alec Baldwin ze swoimi zdolnościami parodystycznymi, Steven Colbert i Ricky Gervais. Nie tylko można zrywać przysłowiowe boki, ale i mądra refleksja się znajdzie. Tam gdzie nie ma między uczestnikami flow, nie da się na siłę wykrzesać iskier. Najbardziej rozczarował mnie Jimmy Fallon, który aż w dwóch odcinkach po prostu nie ma nic ciekawego do powiedzenia, jest bezbarwny, ciągle się zaśmiewa i klaszcze w ręce. Ale i uwielbiany przeze mnie jako aktor Christoph Waltz nie błyszczy, bo w rozmowie wychodzi z niego bufon z Europy, skupiony na sobie i mało sympatyczny (widać jak Jerry Seinfeld się z nim męczy). Samego Seinfelda nie za bardzo dotąd kojarzyłam, bo nie rozeznaje się w świecie amerykańskiego stand-upu i nie śledzę SNL. Ale facet jako prowadzący sprawdza się świetnie, a cały program jest lekki, krótki i doskonały jako przerywnik. Przy okazji reklamują odwiedzane kawiarnie, są przebitki na robienie kawy, na ekspresy, filiżanki – bardzo smakowite zresztą. Taka bagatela, ale naprawdę niezła.
U nas dziś też są całkiem smakowite przebitki. Oto one:
– zupa z kapusty z pesto, pomidorami i ryżem carnaroli
– krem z groszku z jogurtem
– makaron penne ze szpinakiem i gorgonzolą z serem grana padano
– tarta z bakłażanem, speckim, serem dobbiaco i pestkami słonecznika
– blondie czyli ciasto z kawałkami białej czekolady, orzechami nerkowca i kremem z masła orzechowego.