22 lutego 2018

  Wczorajsza awaria wytrąciła nas trochę z równowagi, więc by jej trochę odzyskać pobieżaliśmy na „Czwartą władzę” Spielberga. Film przeciętny i konwencjonalny, z dobrym castingiem – czyli dokładnie taki jakiego można się było spodziewać. Ale nie czuję żebym szczególnie zmarnowała czas, chociaż z rozrzewnieniem wspominałam wczoraj świetny „Spotlight”. Tylko jedna rzecz mi bardzo przeszkadzała, ale przeszkadza mi ona już od kilku lat – to orkiestrowa, pompatyczna muzyka ilustracyjna z ubiegłego wieku, która świetnie sprawdza się w „Harrym Potterze” i filmach przygodowych. Natomiast tutaj – dla mnie – momentami była nie do zniesienia i nie pasowała do ilustrowanych scen. Film raczej nie zostanie mi w głowie, a póki co z wielkim smutkiem pożegnałam Sagę Noren z „Mostu nad Sundem” (Bronbroen – jak na ten serial mówimy) – chyba najciekawsza bohaterkę kobiecą ostatnich czasów. Na pocieszenie czeka w domu drugi sezon niezłego „Babylon Berlin” Toma Tykwera, chociaż nikt i nic nie zastąpi wspanialej Sagi – skandynawskiej Superwoman.
Rubenów też nic nie zastąpi, więc wspaniale że jednak są. Mamy też inne rzeczy, już wymieniam:
– krem porowo-ziemniaczany z grzankami
– cannelloni nadziewane pieczonymi bakłażanami i ricottą, zapiekane w sosie rosè z pomidorów i bazylii z dodatkiem śmietanki
– tajskie zielone curry z kurczakiem, bakłażanem, mini kukurydzą, fasolką szparagową i groszkiem
– tarta z duszoną w winie cukinią, pancettą i serem pecorino romano
– ciasto drożdżowe ze śliwkami i kruszonką z dodatkiem orzechów nerkowca.