16 kwietnia 2018

  Wraz z siostrą udałyśmy się w tę sobotę, przy pomocy taboru PKP, na gościnne występy do stolicy. Około trzydzieści godzin poza Krakowem – niby niewiele, ale dało nam niesłychane odprężenie i oddech. Stolica przywitała nas doskonałą pogodą, doskonałym towarzystwem i pysznym jedzeniem. Czasem zdarza się, że wszystko jest idealnie, że dzień jest doskonały – tak było i tym razem. Nie ziściły się nawet moje obawy, że na urodzinowej domówce będę o dwudziestej drugiej pochrapywać gdzieś w kącie na dzięcioła – wytrwałam dzielnie do 2.30 w nocy! Jestem też pod wrażeniem knajackiej żulii – w okolicy Powązek pan zbierający na trunki zaczepił nas świeżym i nieogranym tekstem – „Wyszedłem z domu, zapomniałem kluczy, a wody bym się napił – znajdzie się złoty dwadzieścia?” Uznaliśmy zgodnie, że skierował do nas tę formułkę, bo na pewno uznał, że z bogatego arsenału najbardziej mu pasuje do naszego targetu, sprofilował nas. Podroż powrotna też okazała się zabawna, bo śpiący w przedziale chłopak zerwał się w połowie drogi miedY Radomiem a Skarżyskiem z pytaniem, czy Radom już był. Był niepocieszony że przespał stację, a na suestię współpasażerki, że mogł szepnąć słówko, żeby go obudzić, rzucił abstrakcyjne: „Nie miałem kiedy.” (!???)
Wypoczęta psychicznie jestem gotowa na trudy tego tygodnia – już Wam prezentuje dzisiejszą oferte:
– krem z kalafiorów z brokułami
– tajska wołowina massaman z orzeszkami ziemnymi w mleczku kokosowym, ze świeżą kolendrą i ryżem basmati
– tarta z bakłażanami, pomidorkami, świeżym czosnkiem niedźwiedzim i fetą
– tarta czekoladowo-kajmakowa.