9 października 2019

  
Zasadniczo jesień to dla mnie najlepsza pora do jazdy na rowerze. Nawet lekkie przymrozki o szóstej rano działają mobilizująco i energetyzująco. Nawet niewielki deszczyk i ciemne już niebo nie mącą radości z pedałowania. Nawet posiadanie niesprawnej przerzutki nie obniża nastroju – w końcu nie jeżdżę pracować na Kopiec Krakusa, a w perspektywie przyszłorocznej jest zakup pierwszego w życiu nowego roweru. Zmęczyło mnie już inwestowanie w rowery za młode na vintage. Zainwestowałam z resztą niedawno w naprawę przerzutki, ale już dzień po naprawie zostało jedno sprawne przełożenie – całe szczęście że w okolicy środka, a nie granicznych rejestrów.
W każdym razie jeżdżę po mieście z ogromną radością, mam nadzieję że co najmniej do grudnia.
Tak a propos, to miałam kiedyś rower zabytkowy. Przywiozłam sobie z Włoch starą biciclettę w kolorze bakłażana z pięknym wiklinowym koszykiem. Na Placu Imbramowskim zaczepił mnie jakiś pan i powiedział że rowery to jego konik i na jego oko ten pochodzi z la dwudziestych XX wieku. Zostawiłam go na klatce przy przeprowadzce z Żabinca, a kiedy wróciłam po niego, już go tam nie było. Bardzo żałowałam.
Część z wAs także podjeżdża do nas rowerami – pozdrawiam ich wszystkich. Dziś też wpadajcie, aby zjeść co następuje:
– zupa z kapusty z pesto, ryżem arborio, pomidorami i serem grana padano (dla wegan bez sera)
– linguine z sosem aglio olio pomodoro, z długo duszonych w oliwie pomidorów z papryczką peperoncino i czosnkiem, posypane natką pietruszki i serem grana padano (tu również weganie mogą nabyć bez sera)
– tarta z pieczoną dynią piżmową i serem owczym pecorino romano
– tarta czekoladowo-kajmakowa.