
Zanosząc wczoraj faktury do nowej firmy księgowej, natrafiliśmy na osobliwe znalezisko pod drzwiami kamienicy. Otóż – pod ścianą, oprócz starych drzwi z mieszkania i mebli, była także kupka rzeczy bardziej osobistych. Nie omieszkaliśmy przejrzeć ich pobieżnie, zwłaszcza że na wierzchu stosiku była goła baba. A ściślej – czarno-białe zdjęcie gołej baby, w ramce za szkłem. Pod spodem była inna naga piękność, takoż oprawna w ramkę. Bardzo chętnie bym owe roznegliżowane niewiasty przygarnęła i dała im kawałek ściany, ale były to wycinki z gazet – ich wartość kolekcjonerska była więc znikoma.
Nie było to wszystko – pod negliżem znajdowały się trzy dyplomy za zajęcie miejsc poza podium, ale w pierwszej dziesiątce w konkursach szachowych, ilustracja Jana Marcina Szancera (również oprawiona w ramkę), pamiątka pierwszej komunii i obraz ze skaju – taki, jakie robi się na warsztatach terapii zajęciowej. Sami przyznacie, że zestaw to różnorodny. I raczej nie było tak, że umarł dziadek i czyścimy mieszkanie – po własnym dziadku nie wyrzuca się pamiątek komunii, czy dyplomów szachowych. To raczej mieszkanie zostało sprzedane i nowi właściciele robili czystki i generalny remont, a do wyrzuconych „artefaktów” mieli stosunek obojętny – jak do śmieci.
Obrazek Szancera przypomniał mi piękną książeczkę „O Janku, co psom szył buty” – tych ilustracji się nie zapomina i rozpozna się je wszędzie.
Taka to miniaturka – impresja nas wczoraj spotkała – mało znacząca, acz urocza na tyle, że Wam o niej opowiadam. Opowiem także, ale w telegraficznym skrócie, o dzisiejszym menu. Oto ono:
- krem z soczewicy i marchewki z kminkiem i kolendrą
- 2-3 porcje minestrone
- wegańskie kokosowe curry z ciecierzycy i szpinaku, z imbirem i czosnkiem
- tarta z cukinia, łagodnym włoskim salami i serem pecorino romano
- dwa kawałki tarty ze szpinakiem, fetą i orzechami włoskimi
- tarta czekoladowa – blok, z ciastkami oreo.