Nowy Bufet

NOWY BUFET
UL. MOGILSKA 15A
TELEFON 12 346 17 49
PN–PT 10.00–15.00

16 kwietnia 2024

Spotify zaproponowało mi odsłuchanie nowego singla Beyoncè – stąd dowiedziałam się, że jest jakaś nowa płyta – BBC6 w ogóle nie puszcza popularnego mainstreamu, a poza BBC6 słucham czasem tylko TOK FM. Postanowiłam puścić sobie całą płytę i wyrobić opinię, chociaż nie jest to moja muzyczna bajka. Rzeczywiście nie jest – większość kawałków przewijałam znużona już w połowie, albo nawet w jednej trzeciej. Ale jednego jestem pewna – najlepsza kompozycja na tej przydługiej płycie to “Blackbird” Paula MacCartneya – tutaj występujące jako “Blackbiird”. To piękny i ważny utwór, a dla mnie jest wciąż żywy, bo mam go na swojej playliście i leci co jakiś czas u nas do kotleta. Na pewno wielu młodych słuchaczy usłyszało go na “Cowboy Carter” po raz pierwszy w życiu i będą myśleli, że to nie jest cover. No ale tak już jest – dla wielu dzieciaków lat dziewięćdziesiątych “Knockin’ on heavens door” to Guns’n’Roses, a nie Bob Dylan. A dla mnie – uwaga! śmieszne! – bardzo długo “You were always on my mind” to byli Pet Shop Boys, a nie jakiś Elvis Presley.
Jest tam i “Jolene” – ale na tę wersję trzeba chyba spuścić zasłonę milczenia. Przy słuchaniu cały mój mózg wypełniało tylko jedno angielskie słowo: CRINGE. Jesssuuu, ale to było że złe doświadczenie – cover-groźba, z prostacko zmienionymi słowami, a co za tym idzie z jakimś żałosnym agresywnym przekazem. Dzięki temu ten utwór zapamiętałam. Trzecia piosenka, która przykuła moją uwagę to duet z Miley Cyrus – ale tylko dlatego, że głosy obu pań fantastycznie tam ze sobą harmonizują, ale barwa głosu Miley Cyrus jest dużo ciekawsza. Po prawdzie – jestem zachwycona jej niską chrypką i kojarzy mi się ona trochę z wokalem Stevie Nicks z Fleetwood Mac.
Przesłuchanie płyty zajęło mi tyle, co podróż z Zabłocia do Skawiny i z powrotem pociągiem Kolei Małopolskich.
Natomiast widzę, ile w anglojęzycznych mediach jest przehajpowania i szumu wokół tego wydawnictwa. I ile artykułów typu “meaning of cover…”, i objaśniania prostemu ludkowi wszystkich znaczeń. Tropów jest mnóstwo, ale jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca?
Ale uczciwie przyznaję, że “Blackbiird” w wersji Beyoncé to bardzo dobry cover i słucha się go z przyjemnością. Gospelowe chórki świetnie tam pasują.
Gospelowe chórki w ogóle mi się podobają i pasują do większości rzeczy – a na pewno pasują do naszego dzisiejszego menu. A oto ono:

  • krem porowo – ziemniaczany z pestkami dyni
  • cannelloni ze szpinakiem, ricottą i mozzarellą fior di latte, zapiekane w sosie rosè
  • chili con pavo z indykiem, papryką, fasolą i ryżem – 4 porcje
  • tarta z młodymi marchewkami, serem halloumi i suszonymi pomidorami.