
Dziś powtórka z rozrywki i mało czasu.
Napiszę Wam tylko, że w książce, którą teraz czytam, jest osobny rozdział o rzymskich katakumbach. Autorka przedstawia ich historię i rząd wielkości, co samo w sobie spowodowało u mnie szerokie otwarcie buzi. A dalej, kiedy opisywała swoją pierwszą tam wizytę, czytałam już małżonkowi niektóre fragmenty na głos. Kiedy przygotowywała się na wycieczkę, czytała o katakumbach w przewodniku po Rzymie i tam w kilku miejscach powtarzała się przestroga, żeby pod żadnym pozorem nie oddalać się od grupy, bo można zgubić drogę. Trochę niedowierzania, ale kiedy została chwile w jednym miejscu, a reszta towarzystwa poszła trochę dalej, przestała ich zupełnie słyszeć i poczuła strach. Katakumby bowiem to plątanina poziomów, korytarzy i zaułków, z bardzo słabą akustyką. A dawniej ci, którzy byli nierozsądni, znajdowani zostawali po długim czasie, już w postaci szkieletów.
Teraz nie jestem już taka pewna, czy chce tam pójść 😀
Ale Wy chodźcie dziś do nas! Niech Was przekona fajne menu, bo oprócz kilku porcji z wczoraj, jest też lubiana przez Was tajska wołowina massaman w mleczku kokosowym, z ziemniakami, orzeszkami ziemnymi, ryżem basmati i kolendrą. Ale najlepiej, jak Wam wszystko wypisze pod spodem:
- zupa z kapusty z ryżem carnaroli, pesto, świeżymi pomidorami i serem grana padano
- trzy porcje hariry z soczewicy i ciecierzycy
- tajska wołowina massaman z ziemniakami, orzeszkami ziemnymi, ryżem basmati i kolendrą
- siedem porcji farfalli z pesto, pieczoną dynia i serem grana padano
- tarta ze szpinakiem, mozzarellą, orzechami włoskimi i serem dobbiaco.