
Robiłam dziś dwa lancze, więc moje zmęczenie i napięcie jest tak duże, że nie mam już miejsca, żeby opisać swoje wrażenia z „Odysei”. W każdym razie rano już o nim nie pamiętałam i ciężko mi zrozumieć oceny na dziewięć lub dziesięć, czy też opinie, że to film dziesięciolecia.
A skoro się tyle napracowałam przy lanczu, to znaczy, że dziś jest na bogato. Nie przedłużam już, bo pojawia się szansa na zjedzenie drugiego śniadania.
Propozycje mamy takie:
- krem porowo-ziemniaczany z grzankami
- pięć porcji kremu z cukinii z pestkami słonecznika
- chili con carne z wołowiny z fasolą i papryką, podawane z grillowaną tortillą, śmietaną i kolendrą
- kokosowe curry z pieczonego kalafiora i ciecierzycy, ze szpinakiem i ryżem basmati.
- tarta z brokułami, oliwkami liguryjskimi i serem ricotta salata (autokorekta zrobiła z tego „i raperem ricottą sałata” – może taki jest w Polsce…?)