
Od samej dziesiątej zaskoczyły mńie trzy osoby. A małżonek akurat musiał pójść pilnie do sklepu. W związku z tym czas potrzebny do wysiłku umysłowego skurczył się znacząco. Oznacza to brak powiekę siwych spostrzeżeń, tudzież dykteryjki. Ale skoro wysiłku umysłowego jest mniej, to będę mogła ten naddatek przesunąć na późne popołudnie/wieczor. I na przykład poczytać coś bardziej wymagającego skupienia. Na przykład dziennik Zygmunta Baumana, zatytułowany „To nie jest dziennik”. Ale jest to dziennik, tylko że nie zajmuje się w nim autor swoimi codziennymi sprawami, ale analizuje procesy zachodzące we współczesnym świecie. A że był wybitnym socjologiem, to i obserwacje ma błyskotliwe i trafne. Chociaż czytam materiał z 2010 roku, to trochę jakbym czytał o współczesnych procesach zachodzących w społeczeństwie i jego zmieniających się strukturach. Teksty są dość krótkie, w formie raczej felietonowej – można więc sobie dawkować treść.
Ale wracam już marnie do dzisiejszego poranka, bo jest późnawo. A taki dziś mamy lancz:
- krem z buraków z jogurtem
- marokański tażin z kurczaka z suszonymi morelami, prażonymi nerkowcami, bulgurem i kolendrą
- tarta ze szpinakiem, gorgonzolą i orzechami włoskimi.