20 lutego 2026

Kiedy przy piątku człowiek trochę opuści gardę i troche poluzuje, różne rzeczy mogą się wydarzyć. Po pierwsze – wbrew pozorom przy mniejszej ilości pracy nie wyrabia się specjalnie szybciej. Dzieje się tak dlatego, że ma poczucie, że tego czasu ma dziś mnóstwo i można zwolnić obroty. Ale zwalnia je za bardzo. Patrząc o 9:20 na zegarek myśli, że zaraz będzie się zabierał za pisanie. A tymczasem zostało mu mnóstwo małych pierdółek, które zebrane w całość zajmują około pół godziny. Nie mówiąc o skutkach ubocznych potrząsania kartonem mleczka kokosowego bez korka, przycisnąwszy zamknięcie kciukiem. Nigdy tak nie róbcie, jeżeli nie chcecie mieć mleczka kokosowego na fizjognomii, włosach i na okularach. To generuje dodatkowe straty i tak skurczonego czasu.
No ale szystko wydaje się już opanowane i uporządkowane – na ile to możliwe. Lancze są, zupa gotowa, a i tarta się upiekła.
A tak prezentuje się dzisiejszy lancz:
- krem pomidorowo – paprykowy
JEDNA PORCJA zupy dahl - cannelloni nadziewane ragu bolońskim, ricottą i mozzarellą fior di latte, zapiekane w sosie rosè z pomidorów ze śmietanką, bazylią, czosnkiem i oliwą
- kokosowe curry z ciecierzycy, pieczonego kalafiora i szpinaku, podawane z ryżem basmati.