9 września 2026

Wczoraj po raz pierwszy dotarły do mnie odgłosy nocnych rajdów “ulubieńców” opinii publicznej. Po 21:00 zaczęłam słyszeć powtarzalne pierdzenie, charakterystyczne dla bazującego dużego silnika bez tłumika. Nie mogłam w to uwierzyć – mieszkamy t już 20 lat i zawsze było cichutko, bo od Limanowskiego i Lwowskiej oddziela nas pas budynków mieszkalnych, a nawet dwa pasy. Wieczorna i nocna cisza to walor, który sobie ceniłam bardzo wysoko. Naprawdę rzadko ktoś z kamienicy po boku albo naprzeciwko wychodzi sobie na podwórko głośno podpadać w środku nocy, imprez też za bardzo nie ma, bo średnia wieku u nas wysoka.
W związku z tym, że potencjalni zabójcy mają to do siebie, że krążą, pierdzenie co i raz powracało. Potem zaczęło się przeplatać z dźwiękami policyjnych klaksonów, co mogło oznaczać, że ktoś się poskarżył na hałasy, albo jakiś patrol postanowił jednak zareagować. Nie wiem, bo w końcu udało mi się usnąć.
Mąż mówi, że w weekendy, kiedy ja już śpię, a on coś tam jeszcze sobie dłubie, zdarzało mu się słyszeć ryki silników. Wychodzi na to, że jednak znajdujemy się w grupie, która bezpośrednio odczuwa skutki tego badziewia.
Na szczęście nawet się wyspałam, więc dziś w pracy funkcjonuję tradycyjnie, nie z oczami na zapałkach. Dlatego wszystko już prawie gotowe, a Wy możecie coś sobie wybrać na dzisiejszy lancz:

  • krem z buraków z zakwasem i jogurtem
  • DWIE PORCJE kremu z groszku
  • butter chicken – kawałki piersi kurczaka w sosie maślano-orzechowym, z mieszanka przypraw garam masala, ryżem basmati i kolendrą
  • SIEDEM PORCJI makaronu farfalle z grillowaną cukinie w sosie śmietanowo-winnym, z serem pecorino romano
  • tarta z pieczonym bakłażanem, kozim serem i orzechami włoskimi.