31 marca 2026

Dziś moja tekstylna cebulka osiągnęła najwyższy wymiar. Parafrazując tytuł wielkiego przegranego tegorocznych Oskarów, nie boję się nazwać ją Onion Supreme. Było wszystko – dżinsy a na to wodoodporne ortaliony. Cienka chustka merino na głowie, na to czapka z daszkiem, a na to kaptur. Dzięki temu udało mi się dojechać w suchych okularach. Ale jeśli chcecie wyglądać stylowo po zdjęciu kaptura – zdecydowanie nie polecam – bliżej mi było lookiem do dziwacznego indywiduum bez określonej płci i cieszę się, że było ciemno. Do tego oczywiście parka przeciwdeszczowa i skórzane rękawiczki. Powiedziałabym, że był to osobliwy eklektyzm w skandynawskim stylu.
Więcej – jestem pewna, że za tę stylówę zgarnęłabym spokojnie modowego Oskara, a może nawet trafiłabym przed obiektyw Scotta Schumana – The Sartorialist – jako „polish endemic rain look with a dash of north Norway”.
Zdałam Wam już relację z małej części poranka, teraz pora na menu:

  • kokosowa zupa dahl z soczewicy z pomidorami
  • makaron farfalle z grillowaną cukinią w sosie śmietanowo-winnym, z serem pecorino romano
  • quesadilla – mamunia dziś 13 porcji
  • tarta z pieczoną dynią, kozim serem i suszonymi pomidorami.