19 października 2026

Oglądaliśmy w sobotę po raz pierwszy „Zawód: szpieg”. To dobre sensacyjne kino, z wyraźną chemią między Robertem Redfordem a Bradem Pittem. W filmie w retrospekcjach jest scena z wojny w Wietnamie, z helikopterami i rockową muzyką. Naszła nas refleksja, że tego typu sceny w Wietnamie, albo na Bliskim Wschodzie, pokazywane są niezwykle atrakcyjnie. Na ironie zakrawa fakt, że widać w nich echa „Czasu Apokalipsy”, ale wydźwięk jest zupełnie inny. Coppola zrobił film na wskroś antywojenny, przesłanie zostało pominięte i odtąd pokazywana na ekranie przemoc w tego typu scenach nabiera jakby pozytywnego wydźwięku, a widz aż czuje się trochę zobowiązany do kibicowania Amerykanom. Weszło to głęboko do popkultury – „lubię zapach napalmu o poranku” drukowane jest nawet na koszulkach, a ja – mimo że oglądałam „Czas Apokalipsy” dopiero kilka miesięcy temu, od wielu lat znam ten tekst i wiem, że pochodzi on właśnie z tego filmu. Jak bardzo antywojenny nie byłby film i tak przesłanie gdzieś się gubi i zostaje tylko ta estetyka, przemielona potem przez popkulturę. Wojna po prostu świetnie się prezentuje na kinowym ekranie.
Spopkulturyzuję teraz i strywializuję własne przemyślenia, żeby zachęcić Was do odwiedzenia Nowego Bufetu. Bo wiecie – nasze menu też świetnie się prezentuje – tak na zdjęciach, jak i na żywo. Takoż smakuje, więc serdecznie Was zapraszam na lancz:

  • minestrone – włoska zupa warzywna
  • quesadilla – grillowana tortilla z serem, szynką, grillowaną cukinią, sosem z wędzoną papryką, plus sałata z winegretem
  • tarta porowa z fetą i prażonymi płatkami migdałów.