15 maja 2026

Kiedy czasem budzę się w nocy i nie mogę zasnąć, sięgam po czytnik. Jeszcze rok temu najlepszym usypiaczem była dla mnie “Krótka historia filozofii”, czyli rodzaj sprasowanej treściowo encyklopedii o najważniejszych filozofach i najbardziej znaczących nurtach. W tym momencie nie jestem w stanie powiedzieć nic o jej treści – traktowałam ją bowiem okrutnie instrumentalnie i używałam jako pomoc w uśnięciu. Nie była napisana jakoś specjalnie porywająco – to mam na swoją obronę.
Teraz złapałam się w pułapkę. Książka, którą czytam wieczorami i na czytniku w nocy jest dla odmiany bardzo dobrze napisana i dotyka bardzo ważnych dla nas tematów. To “Doppelgänger” Naomi Klein, gdzie tytułowy sobowtór okazuje się być zjawiskiem powszechnym i wcale nie pozytywnym. Autorka wychodzi od swojego sobowtóra – Naomi Wolf – dziennikarki i pisarki z „lustrzanego świata” zwolenników teorii spiskowych. W pewnym momencie Klein zaczyna być mylona ze swoją imienniczką, a że zapatrywania na świat i życie mają zgoła odmienne, zaczyna to rodzić frustrację autorki książki.
Naomi Klein zajmuje się pojęciem sobowtóra – zarówno w literaturze, jak i w życiu codziennym. Przy czym sobowtóry z literatury ZAWSZE są niebezpieczną wersją oryginału, który kończy często np. zamordowany przez swoje alter ego. A we współczesnym świecie? To oczywiście media społecznościowe, zasiedlane przez nasze awatary – lepsze, ładniejsze i mądrzejsze od nas. Utowarowiamy się do granic, robimy z siebie „markę osobistą”, dostosujemy się w podskokach do nowej ekonomii – ekonomii uwagi. W pewnym momencie, kiedy nadużywa się społecznościówek, awatary zaczynają nas dyscyplinować i wymagać od nas coraz większych nakładów czasu i zaangażowania. Bilans reakcji i komentarzy musi się wszak zgadzać. Klikanie, wrzucanie zdjęć i udostępnianie zbiórek na szczytne cele zaczynają się mylić z konkretnym działaniem, a tymczasem to tylko karmienie lustrzanego świata.
Lektura to mroczna, ale wspaniała, świetnie napisana, dygresyjna. Klein jest bardzo rzetelna i wykonuje ogromną pracę przygotowawczą do każdej swojej książki.
I dlatego nie jestem zbyt wyspana, bo źle dobrałam sobie lekturę. Zamiast pochrapywać po kilku akapitach, czytam, czytam i czytam…. W końcu odstawiłam lekturę – z rozsadku. Wciąż było ciemno, a ja czekałam już na brzask, żeby wstać na legalu i zacząć ablucje.
W związku z dzisiejszym piątkiem pozostaje w nadziej, że uda mi się pospać, a „Doppelgänger” będzie mi towarzyszył nie tylko w nocy, ale też jako normalną dzienna lektura.
Czas na menu:
- krem pomidorowy z mozzarellą fior di latte
- penne alla putanesca z oliwkami i kaparami, pomidorami, podawane z natką pietruszki i serem grana padano
- pięć porcji kokosowego curry z dyni i batatów, z ryżem basmati, orzeszkami ziemnymi i kolendrą
- tarta z boczniakami, mozzarellą i oliwą extra vergine.