28 stycznia 2026

Jest jeden ponadczasowy w brzmieniu utwór, który wykonuje Elvis Presley. Nie jest to utwór napisany dla niego, bo przed nim wykonywali go inni artyści. Wykonuje głosem pełnym pasji wzbogaconym mroczną nutą. To „Fever”. Poleciał mi wczoraj z naszej playlisty i słuchając go to właśnie pomyślałam. Reszta jego piosenek brzmieniem odpowiada czasom, w których powstawały, ale „Fever” wyróżnia się na tym tle. Pamiętam, jak Madonna na płycie „Erotica” zaśpiewała cover tego utworu, ale nie była to zbyt udana próba uwspółcześnienia tego przeboju. Z resztą Madonna ma na swoim koncie również cover „American Pie” Dona Mcleana, ale przy tej wersji nawet jej „Feaver” wydaje się znośna.
Jest to mój ulubiony utwór z repertuaru Presleya. Drugi to „Suspicious Minds”.
Na podejrzliwych umysłach zakończę dzisiejszą myśl i udam się w stronę grilla, pieca i indukcji, gdzie powstały dla Was następujące dania:

  • florencka zupa z fasoli ze szpinakiem, marchewką i selerem naciowym
  • krem porowo – ziemniaczany z grzankami – sześć porcji
  • quesadilla – grillowana tortilla z serem, szynką, cukinią, kukurydzą i sosem z wędzoną papryką chipotle, plus sałata z winegretem
  • wegański tażin z batatów, ciecierzycy, suszonych moreli i cukinii i pieczonej dyni i bakłażana, podawany z bulgurem, prażonymi nerkowcami i kolendrą
  • tarta z pieczarkami, gorgonzolą i pestkami dyni i słonecznika
  • kawałek tarty z burakami, kozim serem i orzechami włoskimi.