30 września 2026

Dopiero niedawno obejrzeliśmy “Wielkiego Marty’ego”. Wszystkie moje obawy – że tempo będzie zbyt szybkie, że obraz zbyt poszatkowany – nie sprawdziły się. Nam obojgu podobał się ten film bardzo. Wspaniała scenografia, świetny klimat Brooklynu lat pięćdziesiątych, galeria niesamowitych postaci. Nawet stary Abel Ferrara się załapał na rolę – przypominam, że to reżyser “Złego Porucznika” i były chłopak Katarzyny Figury. Świat przedstawiony jest dopracowany w najmniejszych szczegółach, a pomysł, żeby muzykę wziąć z lat osiemdziesiątych też mi się podobał. Chociaż jak większość krytyków nie postrzegam przez to głównego bohatera jako Gordona Gekko lat pięćdziesiątych. Widzę go jako młodego chłopaka desperacko dążącego do jedynego celu, czyli sportowej kariery pingpongisty. A że musi czasem kogoś wykorzystać, albo zgodzić się na duże poniżenie? W swojej determinacji est w stanie zapłacić każdą cenę za spełnienie swoich sportowych marzeń. .
A biorąc pod uwagę warunki, w których żyję i jego otoczenie – korzysta z tego, co ma.Czyli z niewyobrażalnego sprytu i zdolności do kombinowania. Z resztą w pewnym momencie filmu, kiedy trochę przez niego oszukany młodzian chce spuścić mu manto, Marty mówi: “Chcesz się bić? Jak małpa?”. Bo Marty bić się nie musi. Jego spryt sprawia, że osiąga cele innymi metodami niż bijatyki.
Ostatecznie Marty zaprzepaszcza swoją karierę, bo chce wygrać mecz, żeby zemścić się za upokorzenia. I pierwsze kroki w Ameryce kieruje na porodówkę, czyniąc piękną klamrę. Dobre kino, na pewno jeszcze wrócę.
A Was zapraszam na odwiedzenie naszych progów. Przygotowaliśmy następujące dania:

  • zupa kukurydziana
  • makaron fusili z ragu bolońskim z wołowiny i warzyw, serem grana padano i natką pietruszki
  • tarta z pieczoną dynią, fetą, pesto i suszonymi pomidorami.