22 września 2026

Widzę swoje literówki w tekstach, których nie sprawdziłam dokładnie, a czasem nawet wcale bo było mnóstwo roboty. Zdarza się że kilka podmienionych przez autokorektę wyrazów zmienia wydźwięk, a nawet sens. Kiedy piszę, że nie będzie dziś powiekę siwych przemyśleń, to skąd do diabła macie wiedzieć, że chodzi mi owszem – o przemyślenia – ale poweekendowe. A kiedy czytacie, że wracam marnie do garnków, nie oznacza to że mój powrót następuje w wyjątkowo kiepskim stylu bo na przykład się przewracam i rozbijam brew. Ja wracam KARNIE, bo z wrodzonego poczucia obowiązku.
Czasem oczywiście można się domyślić z kontekstu, ale czasem po prostu nie da rady. Czasem nawet ja rady nie daję.
Po tym wyjaśnieniu znowuż wracam karnie (teraz autokorekta chce zrobić z “karnie” karnistów; rozumiem, że przychodzi ich tu trochę, ale bez przesady – jest mnóstwo innych profesji – tak prawniczych jak zupełnie odrębnych).
No nic – menu:
- kokosowa zupa dahl z soczewicy i pomidorów
- cztery porcje kremu z buraków
- gnocchi z sosem z gorgonzoli, duszonymi pomidorami, orzechami włoskimi i pietruszką
- siedem porcji tażina z kurczaka z bulgurem, suszonymi morelami, nerkowcami i kolendrą
- tarta z bakłażanem, mozzarellą fior di latte i oliwkami liguryjskimi.