27 października 2026

Zaciągnęłam w sobotę Froda na pop up w Szpejach na Bożego Ciała. Szpeje to miejsce z e specyficznym asortymentem – trochę oldschoolowego designu, trochę śmiesznych rzeczy. Szpeje zaprosiły Praski Klondike z Warszawy z różnej maści kiczowatymi dewocjonaliami i mogliśmy kupić coś z oferty obu miejscówek. Był papież i Maryjka z Bolesławca,były makatki z Jezusem. One jednak mnie przykuły mojej uwag tak, jak pozostała oferta. Wiem natomiast, że przykułyby moją serdeczną koleżankę Karolinę, absolwentkę krakowskiej Etnologii, która pisała pracę magisterską o religijnym kiczu i zbierała rozmaite artefakty z tym związane. Niestety obecnie zamieszkuje Sanok i ńie mogła się pojawić.
Ostatecznie kupiłam maleńki magnes na lodówkę z trójwymiarowym młodym Elvisem. Elvis, zależnie od konta patrzenia, albo mruży zalotnie jedno oko albo posyła mi całusa. Złapałam się na jego nieodparty urok i teraz spogląda na mnie i mojego męża z drzwiczek domowej lodówki.
A skoro zgrabnie przeszłam do lodówki, to naturalnym ciągiem mogę Was teraz poinformować o naszym menu.
Oto ono:

  • krem z cukinii z grzankami
  • florencka zupa z fasoli z marchewką, selerem naciowym i posiekanym drobno szpinakiem
  • perski kurczak z suszonymi śliwkami, bulgurem i miętą
  • TRZY PORCJE cannelloni nadziewanych szpinakiem, ricottą i mozzarellą, zapiekanych w sosie rosè, posypanych tartym grana padano
  • tarta z pieczoną dynią, fetą i pomidorkami.