27 sierpnia 2026

Widzieliśmy te sportowe fancy samochody na Nadwiślańskiej i Piwnej od lat. Tylko że, mieszkając po drugiej stronie Pl. Boh. Getta, nigdy nie zaznaliśmy rozkoszy mieszkania w ich towarzystwie. Nawet wybraliśmy sobie jednego kierowcę – najbardziej reprezentatywnego przedstawiciela gatunku (małżonek oczywiście nazwał go moim przyjacielem) i śledziliśmy jego losy na podstawie fragmentarycznych przypadkowych spotkań na dzielni. Natomiast na Romanowicza na Zabłociu, kiedy czasem siadywaliśmy w ogródku jednej z tamtejszych knajpek, widzieliśmy kilkusetmetrowe rajdy. Opracowaliśmy nawet ich potencjalną trasę – Zabłocie – Solna – Piwna, Nadwiślańska – Zabłocie. Nie ma tam miejsca na specjalne rozpędzanie się, ale i tak ci wytrawni kierowcy wyciskali ze swoich szybkich aut tyle, ile się dało. Czemu taka trasa? To proste – bo tam są knajpy, w których siedzą widzowie spektaklu – nie raz widziałam, jak do zaparkowanej fury podchodziły z nabożną czcią młode typki i patrzyły głodnym wzrokiem na – skądinąd świetnie zaprojektowane – auta.
Ten zeszłotygodniowy wypadek zszokował nas, tak samo jak chyba pół Polski. My byliśmy jeszcze wściekli dodatkowo – oto bowiem w szerokim jak ulicą tunelu pod torami kolejowymi na ul. Lipową, zamontowano znak z przekreślonym rowerem. Jako że na Pl. Boh. Getta łapać pieszych już nie można, bo jest dużo ponownych pasów, to trzeba było sobie gdzieś odbić. I w czwartek, dwa dni przed tragedią, stała tam dwójka policjantów i wlepiała zdezorientowanym rowerzystom mandaty. A w okolicach Zabłocia, Piwnej i Solnej od lat przymykają oko, mimo mnóstwa interwencji mieszkańców.
W ten wtorek mąż wracał od dentysty po 18:00 i po raz pierwszy od dziewiętnastu lat zobaczył w naszym kwartaliku Lamborghini. Potem się dowiedział, że na zwyczajowej trasie tych bezmyślnych facetòw odbył się marsz ku czci zabitej rodziny. Biedaczek nie mógł się powozić, nie mógł chyba nawet tamtędy przejechać, a może się nawet obawiał, e ktoś z uczestników rzuci czymś w jego drogocenne auto.
Dowiedziałam się lepszej przeczy – wielu wanna be na weekend wypożycza sportowe auta, żeby zajechać na Nadwiślańską, dać się pooglądać i spędzić wieczór w ogródku na lansie. To przerasta moje możliwości mózgowe.
Mając nadzieję, że wreszcie zostaną podjęte stanowcze działania w sprawie tych dzbanów.
Po tym gorzkim wpisie zapraszam Was na osłodę na lancz. Oto co przygotowaliśmy:
- turecka zupa z zielonej soczewicy i dyni
- tażin z kurczaka z suszonymi morelami, migdałami, miętą i bulgurem
- cannelloni nadziewane szpinakiem, mozzarellą do bufala i ricottą, zapiekane w sosie rosè, posypane tartym grana padano
- tarta z pieczoną papryką, kozim serem i karczochami.