16 września 2026

Mam ochotę zacząć od “Dziś siewca ma dla Was” 😅, ale nie należy zbytnio eksploatować ksywek i powiedzonek, bo się przejedzą. A jeśli wraz z powiedzonkiem przejadłaby się Wam i nasza kuchnia? Nie mogę do tego dopuścić.
Na zdjęciu widzicie coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się szczapami drewna, drobniutkimi na tyle, by bez problemu rozpalić za ich pomocą w piecu. Oznaczałoby to, że zmieniliśmy prąd na drewno do obróbki cieplnej naszych dań, ale nie zmieniliśmy. Te przyzłocone patyczki to makaron z pszennej tortilli – pokroiłam kilka z nich na takie paseczki i wrzuciłam do pieca, pilnując potem, żeby się nie przypaliły. Czasem się nie udaje pilnowanie – zwykle kiedy mam mnóstwo pracy, albo tyły, albo muszę biec po coś do sklepu. Dziś doglądałam towaru jak należy i chrupiący makaronik wyszedł jak się patrzy. Doznałam przy tym tylko jednego uszczerbku, bo oparzyłam lewą rękę przy łokciu. Muszę teraz pamiętać przy prysznicu, żeby nie trzeć tego miejsca gąbką, bo zwykle o tym zapominam i potem goi się to w nieskończoność. Generalnie moje przedramiona wyglądają, jakbym była miłośniczką nacinania swojej skóry w bliżej niewiadomych celach. Nawet moja kosmetolożka po dłuższym niewidzeniu i krótkim spojrzeniu na moje przedramię powiedziała, że widzi, że ja ciągle pracuje w zawodzie.
Wszystko już jest gotowe, tylko wołowina się dogotowuję do miękkości. A cały dzisiejszy kramik gastronomiczny wygląda tak:
- zupa kukurydziana z makaronem z tortilli
- DWIE PORCJE kremu z cukinii z olejem z pestek dyni
- tajską kokosowa wołowina massaman z ziemniakami, orzeszkami ziemnymi, ryżem basmati i kolendrą
- JEDNA PORCJA Perskiego kurczaka ze śliwkami
- tarta z boczniakami, mozzarellą fior di latte i oliwą truflową.