Nowy Bufet

NOWY BUFET
UL. MOGILSKA 15A
TELEFON 12 346 17 49
PN–PT 10.00–15.00

21 kwietnia 2021

Wczoraj kolega z ogólniaka, ze starszej o rok klasy, wysłał mi link do filmiku ze swojej osiemnastki. Z osiemnastki, na której byłam i się bawiłam. Powiem Wam, że jest to znalezisko historyczno-socjologiczne – może kiedyś m. in. na jego podstawie ktoś będzie badał zwyczaje młodych ludzi w połowie lat dziewięćdziesiątych. A raczej – jak się bawili młodzi uczniowie I LO w Ciechanowie, ale ci zamożniejsi. Ja do nich nie należałam, ale na te osiemnastki śmigało się wówczas hurtowo, bywało że i tydzień po tygodniu.
No więc – jak wyglądały owe osiemnastki tej właśnie grupy? Powiem Wam, że klimat był jak u cioci na imieninach, albo na studniówce – jakaś duża sala, wynajęta chyba w jakimś zakładzie, rodzice do pomocy, chłopaki w garniturach. Jak wysłałam filmik przyjaciółkom z klasy, pierwsza skomentowała Olga: „Dobrze, że nasze osiemnastki tak nie wyglądały!”. Małżonek także – niby oglądał konferencję Apple, ale jednym uchem i okiem co i raz spoglądał, dając upust szyderze i komentując w stylu:

  • co to za imieninki u cioci?
  • ej, sami kolesie na tej imprezie – gdzie są laski?
    Oglądałam z duszą na ramieniu, bo bałam się, ze zobaczę siebie i że będzie to widok trudny do przełknięcia – obawiałam się zwłaszcza warstwy tekstylnej, bo połowa lat dziewięćdziesiątych nie kojarzy mi się dobrze modowo. Ale na szczęście większość wyglądała normalnie – w końcu teraz ta moda wraca. Poza dwoma czy trzema seledynowym garniturami dwurzędowymi i paroma wyjątkowo zapryszczonymi facjatami, wyglądaliśmy zwyczajnie, a nawet świeżo. Dziewczyny bez wyjątku miały długie włosy, chłopaki zaś krótkie, z dwoma wyjątkami (jeden z tych wyjątków szybko wyłysiał i już od wielu ma głowę ogoloną na pałkę). Pod koniec filmu dostrzegłam w końcu swoją postać – twarzy nie było widać, ale wdzianko na szczęście miałam całkiem udatne – jakaś mała czarna i wystające spod niej białe bufiaste rękawy. Imprezka była tak ugrzeczniona, że czułam, że muszę się wytłumaczyć przed małżonkiem, że „w Borucie to były zupełnie inne imprezy” 😄 To prawda – były. Bez rodziców, w siwym dymie papierosowym, z grubym przekrojem społecznym bywalców. W takim egalitarnym sosie czułam się jednak najlepiej.
    Ale i tak wspaniale jest sobie powspominać ludzi, o których istnieniu kompletnie się zapomniało. I popatrzeć na dużą imprezę w czasach imprezowej prohibicji.
    Dobrze, że prohibicja nie obejmuje jedzenia w Nowym Bufecie. Cieszę się z tego powodu najbardziej na świecie. Mam nadzieję, że i Wy chociaż trochę się uśmiechacie, ze tu jesteśmy. Tutaj przypomniało mi się, że w „Alternatywy 4” docent Furman, zapytany przez zblazowanego robotnika budowlanego: „Z czego składa się ścianka działowa?”, odpowiedział niepewnie: „Z działania?”. Nasze lancz również w dużym procencie składają się z działania, oraz oczywiście ze składników, czyli food costu. Z dzisiejszych składników i działania powstał taki oto lancz:
  • krem z groszku z jogurtem
  • tajska wołowina massaman w mleczku kokosowym, z orzeszkami ziemnymi, kolendrą i ryżem basmati
  • tarta z pieczarkami, serem z niebieską pleśnią, serem dobbiaco i natką pietruszki
  • ciasto marchewkowe z orzechami włoskimi i kremem waniliowym.