Nowy Bufet

NOWY BUFET
UL. MOGILSKA 15A
TELEFON 12 346 17 49
PN–PT 10.00–15.00

14 września 2021

Czas pandemiczny sprawił, że dane nam było oglądać Barcelonę zupełnie inną, niż była do marca 2021. Była to moja pierwsza wizyta w tym mieście – ludzi na ulicach była ponoć jedna dziesiąta ich zwyczajowej liczby. Zobaczyliśmy więc miasto takim, jakim chcieliby je widzieć mieszkańcy, którzy od kilku dobrych lat narzekają na liczbę turystów. I żeby zobrazować Wam, ilu ich było co roku, przytoczę dla porównania liczby – Kraków w szczytowych latach zwiedzało cztery miliony ludzi, a Barcelonę dwanaście. Dwanaście milionów! Ciężko mi nawet wyobrazić sobie tę liczbę.
W sukurs moim powakacyjnym wspominkom przychodzi wrześniowy numer „Pisma”, w którym znajdziemy esej autorstwa Pauliny Maślony o Barcelonie – a w zasadzie o ostatnich trzydziestu kilku latach w historii tego miasta. Dostałam ten esej niejako na zawołanie – pojechałaś, olśniło Cię, to teraz sobie poczytaj. Dostajemy w tekście historię sukcesu stolicy Katalonii – od zapyziałego miasta w końcu lat osiemdziesiątych, przez Igrzyska Olimpijskie w 1992 roku, od których światowy boom się zaczął, przez okres „rządów deweloperów” aż po współczesne wydzieranie miasta z łap właścicieli mieszkań pod krótki wynajem i oddawania go mieszkańcom – kawałek po kawałku. Walka o odzyskanie miasta trwa od kilku lat i jest dość ostra, ale wygląda na to, że przynosi owoce.
Wcześniej myślałam, że mieszkańcom trochę się w głowach poprzewracało że nie chcą turystów i w niewybredny sposób – wypisując m. in. na murach nieprzyjazne odwiedzającym hasła – pokazują im co o nich myślą. A w końcu przecież z nich żyją. No ale dwanaście milionów? To jednak jest liczba trochę przytłaczająca. Ciężko jest żyć w miejscu odwiedzanym przez takie tabuny ludzi, które w pewnym momencie odwróciło się od swoich obywateli,a zwróciło się frontem do przyjezdnych i deweloperów. Pandemia sprawiła, że Barcelończycy choć na jakiś czas odzyskali miasto, a teraz już nie chcą go oddać tak łatwo. A jak czytałam o problemach, z którymi boryka się stolica Katalonii, to na myśl ciagle przychodził mi Kraków, który jako miasto turystyczne także nie jest wolny od podobnych problemów. Oczywiście to nie ta skala, ale mimo wszystko trendy są podobne.
Zalewu turystów nie da się uniknąć we wszystkich atrakcyjnych miejscach na świecie – trudno się temu dziwić, w końcu mnóstwo ludzi, których stać na podróżowanie, chciałoby zobaczyć to i owo – także niżej podpisana. Trudno pogodzić te pragnienia z chęcią mieszkańców do normalnego życia – no ale to są właśnie wyzwania dla włodarzy i samorządowców w XXI wieku, żeby te pragnienia obu grup wypośrodkować.
Abstrahując – menu dziś następujące:

  • krem z groszku z jogurtem i miętą
  • curry z dyni i batatów, ze szpinakiem, orzeszkami ziemnymi, mleczkiem kokosowym, kolendrą i ryżem basmati
  • tagliatelle ale’amatriciana, z pomidorami, guanciale, oliwą i pecorino romano
  • tarta z bio burakami, kozim serem, pomidorkami i czosnkiem niedźwiedzim
  • tarta cytrynowa z bezą.