

Dziś zrobiłam zdjęcie tarty o tytule “Martwa natura ze Szkieletorem w tle. Wprawdzie nazwa “Szkieletor” brzmi teraz jakoś pompatycznie i więcej niż godnie i jest po angielsku, to my jednak swoje wiemy. Szkieletor pozostanie Szkieletorem. Uważam, że mimo iż szkielet budynku już dawno został,obleczony w szkło i beton, to i tak pierwotna nazwa, którą nadali mu mieszkańcy, jest bombowa. Dodałam także swoją prywatno-publiczną facjatę dla podbicia fazki.
Aha, dziękuję Wam za takie tłumne przybycie wczoraj – to był poniedziałek zupełnie wtorkowy/czwartkowy. Doceniamy, zwłaszcza że dziś i jutro może już być różnie. Na dowód tego opisze Wam, jaką scenkę zobaczyłam dziś rano. Po raz pierwszy, odkąd jeżdżę do pracy Rzeźniczą, widziałam przed punktem krwiodawstwa kolejkę przed otwarciem. Sami mężczyźni. Ten szlachetny i bardzo potrzebny czyn ma bowiem swoje benefity – dwa dni wolne od pracy na regenerację. Ci ludzie od kilku godzin mają już długi weekend. I dobrze – każdy orze jak może – że przytoczę moje ulubione powiedzonko.
Mimo tak licznej frekwencji zostało nam jeszcze trochę towaru z wczoraj – dzisiejszy lancz jest więc dopasiony. A oto, jak się prezentuje:
- krem porowo-ziemniaczany z prażonymi pestkami dyni i olejem rzepakowym tłoczonym na zimno
- florencka zupa z fasoli
- quesadilla – grillowana tortilla z serem, szynka, cukinia, kukurydza, sosem jogurtowo-majonezowym z wędzoną papryką chipotle, plus sałata z winegretem
- sześć porcji makaronu penne z ragu bolońskim z wołowiny i warzyw, plus natka pietruszki i tarty ser grana padano
- tarta szparagowa z fetą.