
Do Cieszyna jeździliśmy wytrwale od 2008 roku, kiedy to wybraliśmy się tam na jeden dzień w lutym. Był śnieg, był mróz, a my udaliśmy się tam trochę na chybił trafił. Weszliśmy na Wieżę Piastowską, wypiliśmy jakieś piwko, coś zjedliśmy.
Następnym razem też pojechaliśmy na jeden dzień, ale w niedzielę wieczorem źle sprawdziliśmy autobusy i okazało się, że nie dostaniemy się już do Krakowa. Spaliśmy więc w akademikach Uniwersytetu Śląskiego, a w poniedziałek po piątej rano byliśmy już w autobusie powrotnym.
PP tym niezamierzonym noclegu postanowiliśmy wrócić, ale sobie już coś prawilnie zarezerwować.
I tak zaczęła się nasza przygoda z Cieszynem i noclegi na Zamku. Tamtejszy hostel 3Bros reklamuje Cieszyn jako pitt stop między Krakowem a Pragą, ale my nigdy go tak protekcjonalnie nie traktowaliśmy. Było to nasze drugie po Krakowie miejsce na Ziemi. Raz, albo dwa razy do roku wybieraliśmy się tam i eksplorowaliśmy polską i czeską stronę. Niby niewielki obszar, a jednak za każdym razem odkrywaliśmy coś nowego – a to osobliwy pomnik upamiętniający bohaterów wojennych nad czeskim brzegiem Olzy, a to czeski świeżo odnowiony park, tuż obok kładki, a to wspaniała restauracje sporo poza czeskim centrum. Po polskiej stronie odkryliśmy stary i nowy cmentarz żydowski, dawne koszary, przepiękne wille na wzgórzu nad lasem. Jedliśmy TYLKO za Olzą, bo niczym nieusprawiedliwiona miłość do smażonego syra była równie silna, co usprawiedliwiona miłość do czeskich browarów. Możliwość bycia na jednym wyjeździe jednocześnie u siebie i u Czechów była dla nas jednym z największych plusów tych wypraw.
W 2019 roku zamieniliśmy Cieszyn na Wrocław i sukcesywnie eksplorowaliśmy go przez kilka lat. Jednak ostatni wrocławski wypad nas przebodźcowal i zmęczył – dobrze że znaleźliśmy wspaniałą herbaciarnię, gdzie mogliśmy ukoić nerwy. Zaczęliśmy zauważać, że uwielbiane przez nas duże miasta zaczynają nas męczyć.
No i kiedy zastanawialiśmy się, gdzie tu pojechać na długi czerwcowy weekend, przypomniałam sobie właśnie o Cieszynie. Oboje ochoczo przystaliśmy na ten pomysł i oto w ostatni weekend pomysł się ziścił. Uświadomiliśmy sobie na miejscu, że to do tego tęskniliśmy – do tej senności i zieloności prowincjonalnego miasta. Które jednocześnie ma tyle zabytkowych budynków i tak piękną panoramę, że nie powstydziłoby sie ich niejedno większe miasto. Jest bardzo zadbany, a główna ulica stereo miasta nadal z powodzeniem pełni funkcję handlowo-usługowe. Na Głębokiej jest bowiem kilkanaście butików z damskimi ciuchami, kilka knajpek, ze trzy cukiernie. I życie kwitnie. Oczywiście jest też nasza Mekka – sklep na Rynku z cieszyńskimi kanapkami ze śledziem i jajkiem, których smak przez te lata się nie zmienił, a nawet mam wrażenie że są lepsze. PSS Społem z Cieszyna w końcu też zastrzegło ich nazwę – pewnie ktoś próbował się podszywać pod te specjały.
Jeśli planujecie spędzić gdzieś spokojny i kojący weekend, jednocześnie nie rezygnując z miejskich wygód i będąc jedną nogą za granicą – nie ma lepszego miejsca. Wspaniała herbaciarnia też jest.
Abstrahując – dziś polecamy:
- minestrone – włoska zupa warzywna
- chili con pavo z mięsem z podudzia indyka, czerwoną fasolą, papryką i ryżem parboiled
- tarta z pieczoną dynią i cukinią, kozim serem i pomidorkami.