6 maja 2026

Jeśli lata się rzadko, a samemu to już w ogóle (taka sytuacja zdarzyła mi się raz), to cała podróż jest dużo bardziej stresująca. Sprawdzanie wymiarów bagażu, żeby nawet o centymetr nie przekraczał wymaganych centymetrów, próbne pakowanie – czy wszystko na pewno zmieści się do bagażu podręcznego. Poza tym cała ta lotniskowa otoczka – czy zdążę na lot przed zamknięciem bramek? Czy uda mi się poprawnie odprawić samopas? Będę biegła na lotnisko prosto z pracy, więc w pośpiechu mogę coś gdzieś zostawić i czegoś zapomnieć. Jak już wsiądę w ten samolot, to wydobędę z siebie ogromne westchnienie ulgi, z którym napięcie odejdzie w niebyt.
I tak ostatecznie najważniejszy jest dowód i paszport, więc trzeba się skupić na tych dwóch rzeczach.
Zanim to jednak nastąpi, skupiłam się na dzisiejszym lanczu, jutro skupię się na jutrzejszym, a pojutrze na pojutrzejszym.
Efekty dzisiejszej pracy są następujące:

  • krem z dyni z mleczkiem kokosowym
  • DWIE PORCJE florenckiej zupy z fasoli
  • chili con carne z mielonej wołowiny z papryką, fasolą, kolendrą i kwaśną śmietaną, plus grillowana tortilla
  • OSIEM PORCJI makaronu orecchiette z cukinią w sosie śmietanowo-winnym, z serem pecorino
    romano
  • tarta z bakłażanem, fetą, pomidorami i czosnkiem niedźwiedzim.