23 września 2026

Przyjrzałam się bliżej opakowaniu pieczarek, które zamówiłam do tarty i powiem Wam, że jest nieźle. Jak człowiek bierze je do ręki, to pierwsza myśl jest taka, że oto Bank Ochrony Środowiska wykupił sobie tutaj malutką powierzchnię reklamową. Po dokładniejszym przyjrzeniu BOŚ okazuje się być nazwą pieczarkarni, ale bank cały czas siedzi z tyłu głowy. Potem rzut oka na panią, której popiersie jest w centralnym punkcie. Najpierw pomyślałam, że jest naga i zakryta napisem, ale po chwili okazuje się, że przyodziali ją w białą elegancką koktajlową sukienkę (chyba, bo równie dobrze może to być bluzka, a na dole dres). Najważniejsze jednak jest to, co trzyma w dłoni. Po dokładnym przyjrzeniu się stwierdzam, że to królewskie jabłko – insygnium władzy, które tuta zdaje się robić za znak jakości. Można też odczytywać to jako “pieczarka królewska”, ale królewskie mają ciemne łby.
Ktoś miał tu rozmach i dokładnie określił grupę docelową.
W każdym razie – reklama jeszcze mnie potrafi zaskoczyć. Pomyślałam teraz, że to mogło być świadome nawiązanie do estetyki lat dziewięćdziesiątych…? Przyznaję uczciwie, że te pieczarki są bardzo dobrej jakości, a etykieta jest tu sprawą absolutnie drugorzędną.
No dobrze, można już przejść do menu, domyślając się po drodze, że pieczarki wylądowały w tarcie wytrawnej. A całe lanczowe menu wygląda następująco:
- krem z groszku z jogurtem
- chili con carne z wołowiny z czerwoną fasolą i papryką, podawane z grillowaną tortillą, kwaśną śmietaną i kolendrą
- tarta z pieczarkami, serem dobbiaco, oliwą truflową i czarnym sezamem.
