18 lutego 2026

Czy tak długo wyszukiwana, tak pieczołowicie wybrana i spełniająca moje najwyższe kryteria kurtka zimowa może zbrzydnąć? Tak, oczywiście – może i uważam że nie jest to nic nadzwyczajnego. Nakładanie jej na grzbiet kolejnego poranka w śniegu, minusowej temperaturze i pięćdziesięciu odcieniach szarości może stać się czynnością znielubioną, a czasem znienawidzoną. Mózg dostaje wtedy prosty i okrutny komunikat: ZIMA SIĘ JESZCZE ŃIE SKOŃCZYŁA. A tam, pod powieką od jakiegoś czasu jest parada wiosennych płaszczy, krótkich kurteczek i lżejszych czapek. Są apaszki, bluzki zamiast swetrów i lekkie buty. Tańczą tam w psychodelicznym pochodzie, który gdzieś tam, podświadomie nawiązuje do Grechuty i Wyspiańskiego, ponieważ korowód i chocholi taniec są wdrukowane w mózg Polaka. Nawet jeśli nie słuchał Anawy i nie czytał Wyspiańskiego.
Ale miksie tu poważnie zrobiło – a kysz! Ale swoją drogą – czy Wy tak jak ja widzicie te pląsy tekstyliów i wyrobów szewskich? Komiczność tego widoku natychmiast spuszcza powietrze z tego poważnego balonu. Można się uśmiechnąć, a nawet zaśmiać.
Oraz – można się oblizać, albo zatrzeć ręce na dzisiejsze menu:

  • zupa ribollita – dziś jak to zwykle na drugi dzień – jeszcze pyszniejsza
  • quesadilla – grillowana tortilla z serem, szynką, cukinią i kukurydzą z sosem jogurtowo-majonezowym, plus sałata z winegretem
  • PIĘĆ porcji bucatini aglio olio pomodoro
  • tarta z boczniakami, mozzarellą fior di latte i oliwą truflową.