29 czerwca 2026

Jak tam – przegrzały Wam się zwoje w miniony weekend? Nam, przyznaję, było dość ciężko, ale postanowiliśmy wychodzenie z domu ograniczyć do minimum. Jako że Stara była uprzejma obudzić mnie w sobotę o czwartej rano, wypuściłam się z domu po zakupy już o szóstej rano. Brzmi jak szaleństwo, wiem, ale pomyślcie – jadąc rowerem w kierunku Hali Targowej ze świeżo umytymi włosami i w krótkim rękawie, czułam nawet lekki chłodek. Może nie marzłam, ale prawie, prawie. Po śniadaniu poszliśmy po zakupy na obiad – była 9;30 rano, a mi wydawało się, że już połowa dnia za mną.
W mieszkaniu dało się wytrzymać, ale w niedzielę było już gorzej. W połowie dnia przypomniałam sobie o wiatraku, który zalega w piwnicy i odkąd go przynieśliśmy rozkręciliśmy, wyszorowaliśmy, skręciliśmy z powrotem i włączyliśmy, zmieniłam zdanie o upale. Teraz mogę kwitnąć w domu owiewana przez wiatrak.
Przy okazji zejścia do piwnicy i zaznania piwnicznych temperatur przywołałam w pamięci znany i lubiany mem z Schopenhauerem. Jego trochę szalona czarno-biała fizjognomia z wodnistymi jak u umarlak oczami, okraszona sentencją: A POD ZIEMIĄ CHŁODEK. Tak, chłodek był wspaniały, o niebo lepszy niż ten z klimatyzacji.
Przeczytałam bardzo dużo stron książki o Cesarstwie Rzymskim, potem włączyłam sobie serial dokumentalny BBC o dojściu Cezara do władzy. W międzyczasie podróżowałam palcem po mapach Google i pytałam czata o dojazd z Termini do Ostii. W pewnym momencie poczułam wręcz fizyczną tęsknotę za Rzymem – prawie jak za człowiekiem. Jeden nazwie to obsesją, inny zwykłym zgłębianiem tematu.
Wracając do rzeczywistości – dziś też dostosowujemy menu do upału. Jest odpowiednia zupa, jest i Wasz ulubiony lancz. A szczegóły poniżej:
- gazpacho – chłodnik hiszpański z pomidorów i papryki
- quesadilla – grillowana tortilla z serem, szynką, cukinią, kukurydzą, sosem z wędzoną papryką plus sałata z winegretem
- tarta szparagowa z serem ricottą salata.