22 kwietnia 2026


Kiedy byliśmy na bankiecie z okazji stulecia Etnologii UJ, podszedł do nas chłopak – na oko aktualny student tego kierunku. Spytał nas, z którego rocznika jesteśmy. Po doprecyzowaniu, jak liczyć roczniki i udzieleniu mu odpowiedzi, student wyraźnie się podjarał: „To wy robiliście te kultowe przebierane Bale Etnologa”. Zabawne – ludzie robią coś dla zgrywy, żeby się fajnie bawić, integrować i podtrzymać tradycję, a po dwudziestu latach dowiadują się, że dla kogoś jest to kultowe.
Pamiętam zwłaszcza Bal Hiszpański w Re. Wielu z nas wypożyczyło odpowiednie stroje z magazynu teatralnego i mieli outfit w sam raz w temacie. My się uparłyśmy, że na pewno znajdziemy sobie coś na ciuchach. Chodziłyśmy po tych ciuchach, czas się kończył, a kompletu czterech hiszpańskich stylówek jakoś nie udawało się znaleźć. W końcu dzień przed balem, podczas kolejnego mozolnego grzebania znalazłam jakiś strój piłkarski, bliżej nieznanej lokalnej drużyny z Monachium, w czarno-czerwone pionowe pasy. Po stroju wyciągnęłam, kolejny, potem spodenki, moja towarzyszka Karolina też zaczęła znajdować. Spojrzałyśmy na siebie – wprawdzie nie można być dalej od Hiszpanii będąc bawarskim futbolistą, ale co tam – darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, a my byliśmy w desperacji. Wzięłyśmy cztery komplety. Zaprezentowałyśmy pozostałej dwójce naszą koncepcję i wszyscy uznali, że właściwie to jest wspaniały plan. Przygotowaliśmy nawet choreografię.
Kiedy przyszliśmy we czwórkę do Re, wbiegliśmy do sali truchtem, ustawiliśmy się na środku w kółeczko i rozpoczęliśmy normalną piłkarską rozgrzewkę – podbiegi, przysiady, pompki. Wzajemnie rozgrzewaliśmy sobie łydki intensywnym masowaniem i prężyliśmy muskuły. Oczywiście zaśmiewaliśmy się przy tym do łez, bo żadne z nas były Bustery Keatony. Przyznaję – nasze wejście zrobiło wrażenie, można więc śmiało powiedzieć, że był to towarzyski sukces. A od biedy można powiedzieć, że czerwony i czarny to przecież kolory torreadorów i flamenco. Tak że tak.
A kumpel, który zgłosił się na DJ-a miał uszyte na miarę z zasłony z akademika ogrodniczki w wielkie kolorowe kwiaty. Jako DJ Pastuch prezentował się nadzwyczaj szelmowsko.
Wspomnień czar to miła rzecz, ale trzeba też zaznajomić Was z dzisiejszym menu. Oto ono:
- krem z soczewicy i marchewki
- CZTERY PORCJE kremu z groszku z jogurtem
- quesadilla z serem, szynką, cukinią, kukurydzą, sosem z wędzoną papryką, plus sałata z winegretem
- DWANAŚCIE. PORCJI cannelloni nadziewanych szpinakiem, ricottą i mozzarellą, zapiekanych w sosie rosè
- tarta z burakami, kozim serem i orzechami włoskimi.