1 czerwca 2026

W piątek mieliśmy na lancz naprawdę pyszny makaron. Z pesto, które rano zrobiłam, pieczoną dynią i serem grana padano. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, że aż trzech klientów wypowiedziało się o daniu w takich superlatywach – bardzo smakowało im pesto, a podobało im się zwłaszcza dodanie do sosu kawałków pieczonej dyni hokkaido, skropionej sokiem z cytryny.
Ale jak to z piątkami bywa – często jest Was wtedy niewielka ilość. Albo pracujecie z domu, albo wyjeżdżacie na weekend lub na wakacje.
Sos, który został zamroziłam (pesto się naprawdę wdzięcznie mrozi), zostawiając trochę dla nas na niedzielny obiad. Ale był to obiad z twistem, podkręcony. Dodałam bowiem do makaronu i sosu podsmażone na maśle i oliwie krewetki. Jadłam podobne danie w Rzymie niedaleko Koloseum, ale tam pesto było ze słoika i musiałam z dużych muszli wydłubywać małe małże. Całość była, powiedzmy, okej. Ale nasza niedzielna całość była po prostu pyszna. Przez lata udoskonaliłam sos i teraz wychodzi mi smaczniejszy niż kiedykolwiek. Nie przegapcie następnym razem.
Dziś daniem głównym są gnocchi z ragu bolońskim. Ragu też udoskonaliłam przez lata, więc szykuje się smaczny lancz.
A w całości wygląda tak:

  • florencka zupa z fasoli ze szpinakiem, marchewka i selerem naciowym
  • gnocchi z ragu bolońskim z wołowiny i warzyw, serem grana padano i natką pietruszki
  • tarta szparagowa z mozzarellą fior di latte i czarnym sezamem.