22 maja 2026

Właściciele największych firm AI z Doliny Krzemowej przestają powoli mydlić nam oczy lepszym światem i rozwojem ludzkości. Zaczyna być widać jak na dłoni, że oprócz tego, że chodzi o jak najbardziej ekspansywny rozwój (nihil novi w kapitalizmie), to nikt już nie zaprząta sobie głowy zwykłymi łudźmy, globalnym, czy pozostawieniem po sobie spuścizny dla potomnych. Cóż bowiem pozostawi po sobie taki Mark Zuckerberg? Szału nie ma – będą to wielkie centra obliczeniowe, zżerające olbrzymie zasoby energii i wody. Tak olbrzymie, że pewnie dla okolicznych mieszkańców średnio będzie starczać, albo będą dla nich limity.
Atmosfera w tych firmach jest quasi religijna i przypomina sekty. Opiera się w dużej mierze na wierze – takiego wierzącego w lepsze jutro neofitę łatwiej jest przekonać do całkowitego poświęcenia się “sprawie”.
Prezesi dążą do stworzenia rasy nadludzi, zarządzających Imperium – i nie jest to bajanie zwolenniczki teorii spiskowych, ale efekt wieloletniej pracy dziennikarskiej Karen Hao, autorki książki “Imperuim sztucznej inteligencji. Sny i koszmary w open AI Sama Altmana”. Polskie tłumaczenie właśnie się ukazało, oglądałam już i czytałam wywiady z autorką i uważam że dobrze jest zapoznać się z tymi informacjami. Książka oczywiście jest na mojej krótkiej liście do kupienia, ale muszę się uporać z dotychczasowymi lekturami.
Czasem się zastanawiam, a propos tej spuścizny kapitalistów. Zwłaszcza, kiedy jestem na Śląsku. Moze sto, sto pięćdziesiąt lat temu fabrykanci wyzyskiwali robotników, ale ówczesne familoki oglądane są teraz przez turystów jako przykłady świetnie zaprojektowanych osiedli robotniczych, a takie centrum obliczeniowe zajmujące powierzchnię 1/5 Manhattanu, a takie centrum obliczeniowe gdzieś na odludziu USA, albo w którymś z krajów globalnego południa nie dość że jest ohydne, to jeszcze nie przetrwa zbyt długo po ewentualnym zamknięciu. Obecni miliarderzy nie budują wspaniałych gmachów użyteczności publicznej, ale wielkie jachty i prywatne wyspy. Oraz uprawiają piarową filantropię, która to filantropia mnie mierzi.
Jeden z wywiadów z Karen Hao znajdziecie na OKO.Press. Mocno polecam.
A skoro przy polecający jesteśmy – jak można w tym momencie nie przejść gładko do dzisiejszego menu?
Oto ono:

  • zupa z włoskiej kapusty z pesto, świeżymi pomidorami, ryżem carnaroli i serem grana padano
  • wegańskie kokosowe curry z pieczonym bakłażanem, cukinia, brokułami i papryką, podawane z ryżem basmati
  • sześć porcji tażina z kurczaka z suszonymi morelami, nerkowcami, bulgurem i kolendrą
  • tarta szparagowa z fetą.