9 stycznia 2025

Czasem zdarza się, ze Kraków odwiedza ktoś z moich znajomych, kto chce zobaczyć trochę ładnych rzeczy w naszym mieście. Przełączam się wtedy na tryb „cicerone”, wchodzę od razu w buty przewodniczki – amatorki. Nie znam wielu ciekawostek i faktów historycznych związanych z Krakowem, ale tych kilka wystarczy, by zainteresowani byli usatysfakcjonowani.
Dokładnie tydzień temu miałam okazję pospacerować z serdecznym kolegą i jego rodziną. Całą czwórką mieszkają w Anglii, a w Krakowie byli przelotem albo wcale. Czasu było mało, ale zdążyliśmy się poszwendać po Starym Mieście, zahaczając o Wawel i odrobinę Kazimierza. Postaliśmy trochę w wawelskich krużgankach, podpierając pospołu czakramową ścianę. Zjedliśmy pyszny obiad w Smakołykach, gdzie zaprowadziłam ich, bo byli spragnieni polskiej kuchni. Ja zaś skorzystałam z okazji i zjadłam ukochaną wątróbkę, której nie jadam prawie w ogóle, bo małżonek nie jest podrobowcem ani trochę. Gdybym nie miała z małżonkiem Nowego Bufetu, na pewno odnalazłabym się w roli przewodniczki. Fajnie jest przekazywać wiedzę – zwłaszcza, jeśli pada na podatny grunt.
Lubię takie spotkania – zwłaszcza ciekawi mnie perspektywa Polaków, którzy mieszkają w innych krajach i zdążyli już nabrać troszeczkę innej perspektywy w postrzeganiu świata.
Oprowadzanie będę mogła rozszerzyć za około trzy miesiące, bo rodzinka wybiera się tu znowu. A jakże mogłabym nie pokazać im mojego Starego Podgórza i panoramy Krakowa z Kopcą Krakusa. Z Kopca Kościuszki też jest całkiem niegłupi widok.
Zachowałam wspomnienie dobrze spędzonego czasu, obok wspomnienia smaku wątróbki rzecz jasna. Do obu będę wracać z czułością.
A tymczasem – również z czułością – spieszę poinformować Was o dzisiejszym menu:

  • krem porowo-ziemniaczany z kiełkami pora
  • świeże gnocchi z sosem z gorgonzoli, suszonymi pomidorami i rukolą
  • SZEŚĆ PORCJI kokosowego curry z ciecierzycy i pieczonego kalafiora, ze szpinakiem, imbirem i ryżem basmati
  • tarta z cukinią, oliwkami liguryjskimi i serem dobbiaco.