26 stycznia 2026

16 nominacji do Oskara piechotą nie chodzi, dlatego obejrzeliśmy w sobotę „Grzeszników”. Nie oglądało się źle, ale przyznaję, że strasznie się ciągnął. Na poziomie symboliki wszystko jest zrozumiałe, a wręcz podane na tacy, ale nie porwała mnie ta historia. Zapomniałam o niej już następnego dnia rano. A najbardziej nie rozumiem, dlaczego grupą, która powoduje całe zamieszanie i najbardziej emocjonujące sekwencje w filmie dowodzi Irlandczyk, śpiewający te swoje dość mulaste folkowe kawałki. Kto jak kto, ale Irlandczycy też dostali porządnie w tyłek – najpierw od Anglików, potem od Amerykanów. To mi najbardziej zgrzytało. No i sam pomysł, który już około trzydzieści lat temu wykorzystał Tarantino. No i teraz zobaczcie – oba filmy z największą ilością nominacji czerpią z Tarantino pełnymi garściami. To tylko mówi nam, jak Quentin zmienił opowiadanie historii w kinie i jak nowatorskim reżyserem jest.
Chociaż przyznaję, że zdjęcia i montaż są bardzo dobre, a już sekwencje muzyczne to prawdziwe perełki – zwłaszcza trochę transowa i trochę historyczna scena w tancbudzie.
Trzeba samemu obejrzeć i wyrobić sobie zdanie, zwłaszcza że opinie o tym filmie wahają się mniej więcej od czterech gwiazdek do dziesięciu.
Z utęsknieniem czekam na premiery „Wartości sentymentalnej” i „Tajnego agenta”.
Ciekawe jak ocenicie nasze dzisiejsze menu – pewnie będzie podobnie – co dla jednych czwórką, dla innych będzie dziesiątką.
Z resztą sami przeczytajcie:
- krem z ciecierzycy i pomidorów z cynamonem i kurkumą
- makaron farfalle z grillowaną cukinią w sosie śmietanowo – winnym, z serem pecorino romano
- tarta z pieczoną dynią hokkaido, fetą i tymiankiem.